Partnerzy

Zachód słońca

Spoglądałem na zachód słońca, na różową smugę biegnącą poprzez powierzchnię jeziora. Było cicho, prawie bezwietrznie i niezbyt mroźno. Po wieczornym posiłku raz jeszcze zgromadziliśmy się w izbie. Wówczas Darnley zaproponował, aby utworzyć trzy grupy szukających. W jednej mieli się znaleźć obydwaj myśliwi, w drugiej on sam oraz Dohey, w trzeciej... - Panie O'Brien - zwrócił się do gospodarza... - Zna i pan te strony jak nikt z nas. Byłoby dobrze, gdyby jutro wykorzystał pan tę znajomość. - Bardzo chętnie. Czy mam iść sam? - Nie. Pójdzie z panem Hove. Zdumiałem się. Dlaczego właśnie ja? Lecz jeszcze większym zdumieniem napełniło mnie wyjaśnię-nie porucznika. Gdy już rozstawiliśmy namiot (w chacie dla tylu osób było zbyt ciasno), Darnley ujął mnie pod ramię i zaprowadził nad sam brzeg jeziora. - - Pewnie się dziwisz? Ale ja wiem, że z ciebie chłopak bystry i masz dobre oczy. Będziesz towarzyszył O'Brienowi i bacznie go obserwował, a nie wracajcie przed zmierzchem. Twoja w tym głowa. Wyglądasz bardzo młodo, więc chyba O'Brien nie będzie zbytnio uważał.

Tajemnicze zjawiska .